Jakie jest najbardziej pozytywne doświadczenie, jakie kiedykolwiek miałeś w grze?

  • 35
    Replies
  • 619
    views
  • Orte's Avatar
    Level 3
    Grając w Destiny 2 odkryłem swoją kreatywność, możliwość grania po swojemu, tworzenia własnych buildów, wymyślania własnych strategii, zasad, tworzenia własnych światów, to takie ciekawe i uzależniające, bo co sezon trzeba wymyślić z czymś nowym. Moim ulubionym momentem był moment, w którym stworzyłem build, w którym jednym uderzeniem zabijałem nawet bossów!
  • utd006's Avatar
    Level 7
    Przez długie lata grania w przeróżne tytuły miałem naprawdę sporo pozytywnych doświadczeń. Część z nich mocno nasiąkła nostalgią, bo wiąże się z moimi pierwszymi krokami w wirtualnych światach. Mam tu przed oczami na przykład początkowe misje w Stronghold, które wciągnęły mnie swoim klimatem tak mocno, że do dziś regularnie do nich wracam, pierwsze samodzielne pokonanie Śniącego i możliwość uczciwego rozpoczęcia drugiej części Gothica czy podbicie małej mapy w Gates of Troy. Inne przyjemne wspomnienia z grami najczęściej wiążą się z ukończeniem jakiejś dobrej fabuły, odnalezieniem ciekawego, dobrze zaplanowanego sekretu czy wykonaniem zadania, które miało wyjątkowy, magiczny nastrój.

    Gdybym jednak miał wskazać jedno najbardziej pozytywne doświadczenie z gier, wybrałbym coś nietypowego. Dziś jest to już gatunek, którego powolne wymieranie chyba dobiega końca, ale jeszcze kilka lat temu gry przeglądarkowe cieszyły się sporą popularnością. Jako dzieciak ciekawy i lubiący strategie, założyłem konto na Plemionach i próbowałem zrozumieć co powinienem robić. Trochę zajęło mi opanowanie mechaniki i przyjęcie odpowiedniej taktyki. Po kilku nieudanych próbach i bolesnych lekcjach, wystartowałem na kolejnym serwerze, aby ponownie spróbować swoich sił w starciu o panowanie nad światem.

    Mając średniej wielkości konto, jako członek jednego z potężniejszych plemion na danym serwerze, przyszło mi mierzyć się z przeciwnikiem w wojnie. Moje wioski były blisko granicy, jednak najbliżej wroga był inny z naszych graczy, który błyskawicznie stał się celem ofensywy. Niestety nikt z okolicy nie śpieszył się ze wsparciem. Brutalna rzeczywistość pokazała nam, że możemy liczyć tylko na siebie, a ja stanąłem przed wyborem – pomóc mu całym swoim wojskiem, czy przeczekać falę ataków i dbać tylko o swoje bezpieczeństwo.

    Wybrałem honor i uczciwość wobec sojusznika i przekazałem tyle wsparcia ile tylko mogłem. I opłaciło się, bo utrzymaliśmy niemal wszystkie jego wioski, a przy okazji rozbiliśmy ogromną armię wroga. Kontrofensywa zebrała kolosalne żniwo i zyskaliśmy wiele terenu.

    Gdy sytuacja w naszej okolicy ustabilizowała się, Piotrek, bo tak miał na imię mój waleczny sąsiad, miał ważne sprawy prywatne i nie mógł dłużej z nami grać. Jednak zamiast dzielić wioski pomiędzy wszystkich członków plemienia, jak to bywało w zwyczaju, zdecydował, że odda je mnie, bo ich utrzymanie było głównie moją zasługą. Dzięki temu moje konto urosło ponad dwukrotnie, stałem się jednym z najsilniejszych graczy na serwerze, a ostatecznie, po niemal dwóch latach, byłem w stanie wygrać świat wraz ze swoimi sojusznikami. Mimo wielu prób, nigdy wcześniej i nigdy później nie udało mi się tego powtórzyć, a osiągnąłem to dzięki temu pozytywnemu gestowi wdzięczności, którego nie zapomnę nawet, gdy Plemiona przestaną istnieć.
  • Grz3chu's Avatar
    Level 10
    Najlepsze doświadczenie to na pewno to z Death Stranding. Gra która łączy, (dosłownie) ludzii i w której bez pomocy innych, nieznajomych graczy (kurierów) jest bardzo trudna, jak niemalże nie do ukończenia. Bardzo podobało mi się zostawianie przydatnych rzeczy na szlaku i dostawanie za to likeów, jak ktoś się odwdzięczał i budował np drogę dzięki której omijałem wrogów też było niezapomniane.
  • Prywatny's Avatar
    Level 52
    W moim przypadku to zakończenie gry z pucharkiem za zdobycie wszystkich osiągnięć. Nie zawsze jest to dla mnie możliwe ponieważ w wielu grach zaliczane są również osiągnięcia zdobyte w kooperacji, a jako zdeklarowany single-player niestety stoję w nich na straconej pozycji.
    Starszy Gracz
  • paczekgrubas's Avatar
    Level 3
    Owe doświadczenie pochodzi z gry Elvenar. Całkiem nowy, obcy dla siebie, dla Świata, dla innych, nic nie wiedzący, nic nieumiejący, prosty człowiek, o prostych potrzebach: przeżyć, poznać, grać. Dołączyłem do cudownego bractwa, które mnie przyjęło z otwartymi ramionami, nic nie musieli, nikt ich nie zmuszał za a mimo to pomogli mi niezmiernie, obdarowali surowcami, pomocą słowną, swoim doświadczeniem, a co najważniejsze poświęcili swój cenny, ciągle uciekający czas, by pomóc nieznajomemu. Od tamtej pory minęło sporo czasu, a ja wciąż gram z nimi:)....i spłacam mój dług wdzięczności.
  • nagelfar's Avatar
    Level 12
    Kiedyś, dawno temu, gdzieś na początku tego tysiąclecia, rozgrywaliśmy ze znajomymi z sieci pojedynki w "Unreal Tournament".

    Pewnego razu w trakcie meczu znajomek z drużyny popełniał ciągle banalne błędy - był wyraźnie zdekoncentrowany i rozkojarzony. Na nasze pytania, czemu tego dnia gra jak łamaga wyznał, że przeszkadzają mu zbyt entuzjastycznie kibicujący koledzy.
    Od słowa do słowa okazało się, że był to chłopak z Domu Dziecka, że mieli tylko jeden komputer do gier i że - rzecz jasna - wszyscy chcieli na nim grać, więc mieli rozpisany grafik i zażarcie pilnowali swoich chwil z grami. Żeby było ciekawiej okazał się, że ten Dom Dziecka przypadkiem znajduje się w naszej okolicy, jakieś 20 km od nas.

    Po skończonym meczu, już we własnym gronie pomyśleliśmy trochę, pokombinowaliśmy i ostatecznie wspólnymi siłami z różnych nieużywanych już podzespołów poprzednich komputerów naszych własnych i wyżebranych od znajomych, zmontowaliśmy PeCeta - może nie jakiegoś potwora gamingu, ale całkiem przyzwoity piecyk, na którym dało się dość płynnie odpalić parę z najpopularniejszych wtedy gier.

    Pamiętam, jak zawieźliśmy tę machinę we trzech do Domu Dziecka.
    To było ogromnie wzruszające przeżycie (do którego się oczywiście przed innymi chłopakami nie przyznawaliśmy) widzieć radość tych dzieciaków, gdy dostali naszego komputerowego Frankensteina.
    Pamiętny dzień, na wspomnienie którego do dziś robi mi się ciepło na sercu - jak w niezbyt forsowny dla nas sposób można było wyzwolić taką lawinę zachwytu.
    Polecam wszystkim, jeśli tylko macie sposobność i możliwości - to naprawdę niezwykłe uczucie.